Lubię patrzeć na historie biblijne jak na teksty kultury, zawierające symbole, które można odczytywać przez pryzmat psychologii głębi C.G. Junga. Jakiś czas temu zacząłem wielokrotnie wracać do opowieści o Trzech Królach, a właściwie Mędrcach ze Wschodu.
Próbując zanurzyć się w tej historii, zacząłem odczytywać ją jako opowieść bardzo osobistą. Spotykamy w niej grupę mędrców, uosabiających figurę „innego”, przybysza, który pojawia się na dworze Heroda. „Inny” jest kimś, kto potrafi spojrzeć na zastany porządek z pozycji zewnętrznej, spoza systemu. Po jednej stronie znajduje się hierarchiczny świat Heroda, zanurzony w strukturach władzy i bogactwa. Herod jest nie tylko królem, ale także uosobieniem siły, splendoru i dominacji materii nad duchem. To świat rozrywki, zmysłowości i hedonizmu, świat zanurzony w namiętności i zadowolony z własnego stanu.
Przybysze przychodzą, aby oddać pokłon nowo narodzonemu Królowi Żydowskiemu. Spotykają się jednak z przerażeniem Heroda i całego jego dworu. Uderzyła mnie nie tyle zrozumiała reakcja samego króla, którego władza została nagle zagrożona, ile reakcja wszystkich wokół niego. Nowo przybyli próbują odwrócić istniejący porządek świata. Kwestionują fundament wartości, na których zbudowana została rzeczywistość dworu. Dotychczasowa struktura zaczyna drżeć. Nie potrafi przyjąć „dobrej nowiny”, dlatego przybysze bardzo szybko zostają z niej wygnani.Wyruszają na pustynię, która staje się metaforą odrzucenia „tego świata” i wejścia w ciemność oraz pustkę.
Ten fragment odczytuję jako opowieść o konfrontacji z własną duchową tożsamością. Widzę w nim obraz duszy próbującej przebić się przez zasłonę iluzji, w której dotąd żyła. Nie jest to jednak historia całkowicie pogrążona w ciemności. Gdzieś na horyzoncie pojawia się światło wyznaczające kierunek dalszej drogi. Jest nim Gwiazda Betlejemska, a pod nią rodzi się Miłość.
Cały ten cykl jest więc opowieścią o niespełnionym poszukiwaniu Miłości pisanej wielką literą. To historia niespokojnej duszy, pragnącej odnaleźć ukojenie u źródła własnej tożsamości.Nie wiem, kim ani czym jest Bóg. Czy jest osobową obecnością? Siłą? Energią przenikającą świat? A może źródłem wypływającym z najgłębszych warstw mojego własnego wnętrza?
Pozostaję z tym pytaniem sam, w towarzystwie Mędrców ze Wschodu, którzy również nie odnaleźli jeszcze tego, czego szukają, ponieważ wciąż są w drodze.